Basia Mączka/ Alek Slon, Who art in heaven

 

Nasze działania w tandemie zaczęliśmy od wspólnego rysowania. W ciągu ok. 2-3 minut wykonywaliśmy równolegle nasze rysunki, aby je następnie porównać i zainspirować się do kolejnego szkicu. W ten sposób –  trochę na zasadzie skojarzeń w surrealistycznej grze cadavre exquis – powstała seria prac, o których mogliśmy porozmawiać i zastanowić się, w którą stronę iść dalej. I choć na samym początku daliśmy sobie całkowitą swobodę w podejmowaniu tematów, to dość szybko wykrystalizowały się powracające motywy: morza, agenta Smitha i zwierzęco-ludzkiej hybrydy w różnych wersjach. W końcu wyłonił się też nasz bohater i jego historia.

 

Mysza jest psem, którego postanowiliśmy obdarzyć nieśmiertelną duszą i zobaczyć, co z tego wyniknie. Ubraliśmy go w czyste, aczkolwiek niezbyt drogie ubranie (takie z paczek instytucji dobroczynnych) i wypuściliśmy w szeroki świat. Świat ten szybko okazał się zaskakująco wąski: coś na kształt zbioru zużytych dekoracji rozstawionych pośród tego, co zostało z przekształconej przez człowieka natury. Czy w tej rzeczywistości Mysza zdoła odnaleźć szczęście?

 

Basia

Moje prace zazwyczaj powstają na podstawie improwizowanych szkiców, pracuję intuicyjnie i daję się prowadzić emocjom. Z Alkiem odnaleźliśmy wspólny język właśnie poprzez realizację serii rysunków, które wyznaczyły nam dalszy plan działania. Podczas wspólnego malowania miałam okazję poznać techniczne aspekty korzystania z farb olejnych oraz przygotowania gruntu. Alek pokazał mi paletę barw, z której korzysta na co dzień, tak zupełnie odmienną od mojej. Doświadczenie pracy z Alkiem było dla mnie ogromną inspiracją, po którą – mam nadzieję – będę jeszcze nie raz mogła sięgnąć.

 

Alek

Od samego początku byłem podekscytowany perspektywą pracy w artystycznym tandemie. Wyobrażałem to sobie jako możliwość rozmowy, odkrywania miejsc, do których nigdy nie trafiłbym w pojedynkę. I tak się też stało: chociaż pierwsze próby podejmowaliśmy w znacznym stopniu „na oślep”, to jednak – ku mojemu zaskoczeniu – dość szybko udało nam się osiągnąć ciekawe rezultaty. Czuję, że dotarliśmy do istotnych treści podświadomych, które ułożyły się w opowieść o egzystencjalnym wymiarze, która jest jednocześnie moja, jak i prowadzi na nieznane mi terytoria. Praca z Basią była wielką przygodą i prawdziwą przyjemnością.

 

Dominika Chmielewska/ Magda Fokt, Czechy z dostępem do morza

 

Jak połączyć dwa artystyczne światy, odmienne pod względem doświadczenia, techniki, materii?

 

Z motywów naszych dotychczasowych prac stworzyłyśmy tytuł, który wydał się intrygującym wyzwaniem. Zobrazujemy wielkie czeskie marzenie! I tak się zaczęło.

 

Zaskakujące jak bardzo w czeskiej kulturze rozwinięty jest motyw wodnika. Z jaką lekkością przychodzi naszym południowym sąsiadom fantazja na temat tego lądowo-wodnego tworu. I właśnie on stał się naszym motywem przewodnim. Inspiracje czerpałyśmy z kultowych czeskich seriali, filmów, w których wodnicy poruszają się przy pomocy kanalizacji, czy z elementów?? samej Pragi i twórczości znanego Davida Cerného. Pracowałyśmy na zmianę, reagując na pozostawione przez siebie ślady. W kluczowych momentach rozmawiałyśmy o kierunku naszej wędrówki. Czasem któraś z nas robiła artystyczne salto, stawiając swoją partnerkę przed trudnym wyzwaniem. Kończymy tę podróż nad czeskim morzem, rozkoszując się zachodzącym słońcem, w oparach czeskiego absurdu i cudownego dystansu do życia. Dokonałyśmy niemożliwego. Dałyśmy Czechom morze.

 

Dominika

Przed rozpoczęciem projektu oraz współpracy z Magdą płótno było dla mnie dość obcą oraz nieprzystępną materią. Omijałam je często szerokim łukiem zajmując się wirtualną wersją sztuki, która wydawała mi się łatwiejsza do opanowania. Jednak dzięki tej współpracy i możliwości podglądania sposobu, w jaki Magda tworzy oraz jak myśli o swojej sztuce czy ją analizuje, otworzyłam się na działania z puszką farby i pędzlem w ręku i przestałam się ich bać.. To co obce stało się bliskie, a to co nieprzystępne zapragnęłam odkryć.

 

Magda

Dotąd płótno było moją prywatna przestrzenią. Panoszyłam się na nim bezkarnie. Czasem szłam utartymi ścieżkami, czasem odkrywałam całkiem nowe. Niezmiennie była to jednak wędrówka w pojedynkę. Idea projektu, która zakładała kooperację i to właśnie na jednej, wspólnej płaszczyźnie płótna, wytrąciła mnie ze strefy komfortu. Po pierwsze z kim? Po drugie o czym? Po trzecie jak? Czas przyniósł odpowiedzi na te pytania. A podróż, w którą wyruszyłam z Dominiką okazała się kolorowa i zaskakująca. Myślę, że korzyści płynące z tego doświadczenia będę nadal odkrywała w przyszłości. Póki co, czuję w sobie nową przestrzeń i znacznie szersze malarskie horyzonty.

Agnieszka Bielak/ Marianna Stuhr, Nebulae

Agnieszka

Pracę zawsze rozpoczynam od poszukiwania tematu, który mnie interesuje. Podczas naszych wspólnych działań nie było inaczej. W trakcie rozmów z Marianną odnośnie do fascynacji zjawiskami astrofizycznymi okazało się, że jest mi to równie bliskie. Kolejne elementy zaczęły układać się same –  poszukiwanie materiału i formy, która najdokładniej odzwierciedli nasz przekaz.

 

Widząc organiczne elementy na rysunkach Marianny wiedziałam, że to temat, który w formie trójwymiarowej nabierze zupełnie nowego znaczenia. To niezwykłe doświadczenie pozwoliło mi eksplorować nieznane mi do tej pory obszary. Połączenie monochromatycznej kolorystyki z delikatnym światłem ujednolica całość projektu, jednocześnie angażując widza w poznawanie świata całej kompozycji, wciągając go w swoją subtelną grę.

 

Marianna

Od ponad roku pracuję nad cyklem prac, dla których punktem wyjścia jest fascynacja warstwą wizualną zjawisk astrofizycznych zachodzących we wszechświecie oraz zadawanie sobie pytania o sens i rolę naszej egzystencji w bezmiarze Universum.

 

Naturalną kontynuacją dla powstających na płótnie i papierze Nebuli była próba przedstawienia ich w przestrzeni jako namacalnych form wchodzących w relację z oglądającym.

 

Kiedy nadarzyła się okazja działania twórczego z Agą, ona momentalnie podjęła zaproponowany przeze mnie temat i wskoczyła na ten sam tor myślenia i wrażliwości, przez co ustalenie meritum naszej wspólnej pracy wydało się banalnie proste.

 

Dla mnie jako artystki starszej stażem ważne było dać Agnieszce przestrzeń do własnej wypowiedzi oraz stworzyć możliwość przestrzennej interpretacji moich dwuwymiarowych rysunków, dbając jednocześnie o zachowanie spójności charakteru naszej współpracy.

 

Z pomocą przyszła rzeczywistość pandemiczna, dzięki której wypracowane przez nas zdalne metody pracy przyniosły oczekiwane efekty.

 

Krzysiek Rudziński/ Wojciech Tylbor – Kubrakiewicz, Dekonstrukcja nienaturalna

 

Zasada naszej współpracy okazała się bardzo prosta – przekazaliśmy sobie nasze prace, a następnie je niszczyliśmy. Destrukcja, wydzieranie, zamazywanie, przekształcanie to słowa, które najlepiej opisują nasz proces twórczy.

 

Krzysiek

Działania rozpoczęliśmy od spotkania, na którym zapoznawaliśmy się nawzajem z naszą twórczością. Z początku myślałem tylko o współpracy na zasadzie wspólnego tworzenia jakiegoś obrazu albo printu. Pomysł Wojtka był jednak zupełnie inny. Zaproponował, żebyśmy wymienili się pracami i je przekształcili według własnego uznania. Zgodziłem się, ponieważ perspektywa pracy przy odbitkach Wojtka wydała mi się bardzo interesująca. Przyznaję, że z każdym kolejnym dniem miałem coraz więcej wątpliwości co do przetwarzania otrzymanych prac. Zadanie, które tak ochoczo przyjąłem –  i które pozornie wydawało się proste –  okazało się wielkim wyzwaniem. Czułem, że Wojciech rzucił mnie na głęboką wodę.
W końcu zdecydowałem się wdrożyć elementy warsztatu, który ostatnio zgłębiam: pracę z materią i destrukcja.

 

Wojciech

Pomysł wspólnego tworzenia prac na wystawę wydał mi się trudny do zrealizowania. Jednocześnie bardzo pociągająca wydała mi się idea palimpsestu — nadbudowywania nowych treści na stworzonym wcześniej dziele. Zaproponowałem Krzyśkowi abyśmy wymienili się naszymi pracami i poddali je recyklingowi. Ta metoda sprawdziła się kilkakrotnie w trakcie „graficznych maratonów”, które organizowałem na zajęciach z sitodruku z moimi studentami w Polsce i w USA. Wykorzystałem do tego moje grafiki powstałe na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Z początku dodawałem różne elementy tworząc w technice kolażu, z czasem jednak zainteresowany tym co robił Krzysiek drąc moje grafiki, sam zacząłem niszczyć jego rysunek. Efekt przeszedł moje oczekiwania, a w głowie wybrzmiewała mi myśl, że lepiej niszczyć, niż tworzyć rzeczy bezużyteczne.

 

Tomasz Jastrzębski/ Sabina Twardowska, Homo manipulatus – Człowiek sterowany

 

Naszą artystyczną kooperatywę zaczęliśmy od przeglądu własnej twórczości. Szukaliśmy wspólnego mianownika i, mimo że posługujemy się bardzo różnym językiem formalnym, szybko znaleźliśmy punkt wyjścia do współpracy. Oboje interesujemy się człowiekiem i jego ewolucją – humanistyczną i społeczną kondycją, a także cytujemy i odnosimy się do kultury; w kilku przypadkach nasze odniesienia sięgały aż do antyku i to stamtąd wyprowadziliśmy pierwsze impulsy dla dalszej współpracy. Słuchaliśmy muzyki, rozmawialiśmy i dość szybko zgodziliśmy się co do tego, że im bardziej człowiek jest współczesny, tym bardziej w różne nieznośne systemy uwikłany. Systemy, które sam buduje, a które zamiast wspomagać jego rozwój, pozbawiają go umiejętności samodecydowania.

 

Tomek

Działania w tandemie zaczęliśmy od wyznaczenia estetyki, w której powstaną nasze obrazy. Wybór ten okazał się zaskakująco łatwy. Wspólnym mianownikiem okazała się fascynacja popkulturą ubiegłych dekad. Stworzone prace nawiązują do nurtu vaporwave, który charakteryzuje nostalgia za wczesnymi technologiami oraz fascynacja antykiem. Nawiązaliśmy do tej estetyki, aby przekazać treści, które uważam za bardzo aktualne. Powstał tryptyk spójny formalnie i narracyjnie, w którym doszło do swoistej fuzji naszych plastycznych środków wyrazu.

 

Sabina

Już wielokrotnie pracowałam z kimś w duecie, choćby przy projektowaniu i realizacji murali, bardzo to lubię i zawsze znajduję w takiej kooperatywie dużą wartość dodaną. Współpraca z Tomkiem była szczególnie udana, bo zaskakująco zgodna: mamy inne temperamenty, różnimy się na bardzo wielu płaszczyznach, a jednak znalezienie wspólnoty okazało się szybkie i naturalne. Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki ten eksperyment po sobie pozostawił.