Mariusz Szczygieł

Reporter, felietonista, pisarz non-fiction, ur. 1966. Jego książki wyszły w 21 krajach. Laureat Europejskiej Nagrody Książkowej 2009 za „Gottland”, która zdobyła także Nike Czytelników. Laureat podwójnej Nagrody Literackiej Nike 2019 za „Nie ma” (w wyborze jury i czytelników). Od 1990 r. związany z „Gazetą Wyborczą”. Współzałożyciel księgarnio-kawiarni Wrzenie świata oraz wydawnictwa Dowody na Istnienie. Czechofil. Mieszka w Warszawie, ale jak mówi - jego dusza mieszka w Pradze. Autor bestsellerowego „Osobistego przewodnika po Pradze”.

Mariusz Szczygieł jest mieszkańcem Powiśla, jednym z jego skarbów. Dziś dzieli się z nami swoim wyjątkowym, niepublikowanym wcześniej przewodnikiem po tej nieoczywistej dzielnicy. Zapraszamy do lektury!

Przyjemność życia

Kiedy moi rodzice zdecydowali się przeprowadzić ze Złotoryi do Warszawy, byli już sporo po sześćdziesiątce. Większość życia spędzili w małym 15-tysięcznym mieście. Warszawa była przerażająca, ale chcieli być bliżej syna. Powiśle ich oczarowało, bo jest jak małe miasto. Można w ogóle nie wchodzić, czy wjeżdżać na skarpę wiślaną, nie korzystać z centrum, ani innych dzielnic, a na Powiślu mieć wszystko, co trzeba. Trzy kościoły, dwa szpitale, kilka przychodni zdrowia, cztery parki… - to dla rodziców. Plus ich ulubioną restaurację na Ludnej – Stara szafa.

Na Powiślu mieszkam prawie trzydzieści lat. Gdy oprowadzam znajomych, którzy mnie odwiedzają, pokazuję im moje ulubione miejsca:

Dach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Oczywiście cały budynek jak najbardziej zasługuje na uwagę, ale ogród na dachu od kwietnia do września jest pierwszym miejscem, gdzie prowadzę każdego cudzoziemca. Co więcej - gdybym miał pokazać tylko jedno miejsce w stolicy, trafilibyśmy właśnie na ten dach. Dla panoramy miasta, dla ławeczek w uroczych zakamarkach między krzaczkami, gdzie można ukryć się na czytanie lub całowanie. Dla okien, przez które możemy zobaczyć imponujące sale biblioteki z góry.

Muzeum nad Wisłą czyli tymczasowa siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej – cokolwiek tam wystawiają, daje do myślenia. Jeśli chcecie ożywić się ze znajomymi i pokłócić na temat gustów, wybierzcie się właśnie tam.

Sklep rybny U Karolci na rogu Tamki i Solca. Nie powinienem tam chodzić, bo uwielbiam jeść ryby, a nadmiar ryb i przetworów rybnych w tym sklepie oszałamia i sprawia, że kupuję wszystkiego za dużo. Ryby na słono, ostro, słodko, gorzko i nijako…

Nie wiem, czy Karolcia ma świadomość, że ulica Solec na przeciwległym krańcu zaczyna się przy kościele św. Trójcy Rynkiem Soleckim, który przed wojną był targiem rybnym. To miejsce występuje w słynnej książce Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem” o powstaniu w warszawskim getcie. Reporterka napisała w niej zdanie, które w 1979 r. oburzyło wielu czytelników. Otóż matka dowódcy powstania Mordechaja Anielewicza sprzedawała tam ryby i czasem malowała im skrzela czerwoną farbą, żeby wyglądały na świeże…

Park między Ludną a Kruczkowskiego, jak duża część parków Powiśla, powstał po wojnie na ruinach domów, bo dzielnicę biedoty, zakładów rzemieślniczych i fabryczek zdecydowano przemienić w dzielnicę wypoczynkową. Znajdziecie w nim żółtą trzyczęściową ławkę z mosiężną tabliczką. Informuje, że to ulubione miejsce znanej na Powiślu postaci - aktorki Zofii Czerwińskiej. Tabliczka pojawiła się tam po jej śmierci, zawieszona przez przyjaciół ekstrawaganckiej artystki Teatru Syrena. Zosia wyprowadzała tam swoje psy: najpierw Rudą, po jej śmierci Sabę, po niej Dżeka, a po nim – Zenka. Jej głos niósł się po całym parku, a najgłośniej krzyczała na tych, którzy przeganiali bezdomne koty lub zamykali przed nimi okna piwnic w zimie. W ramach opieki nad zwierzętami potrafiła puścić najmocniejszą wiązankę wulgaryzmów, jakie słyszała ta dzielnica. Kochała zwierzęta, a węża – jak mówiła – nie ma tylko dlatego, że on nie potrafi podać łapy.

Wzdłuż Rozbrat ciągnie się park, który także jest elementem powojennych założeń parkowych Powiśla. Dlatego w latach 50. powstało tam kino letnie Jutrzenka. W latach 80. upadło i miejsce zarastało krzakami. W XXI wieku miasto przywróciło je mieszkańcom i powstał Skatepark Jutrzenka. A obok pani Maria z mężem założyli bar z obiadami domowymi – oczywiście o nazwie – Jutrzenka. Jeśli tylko odwiedzał mnie ktoś zza granicy, a wiedziałem, że jada mięso, prowadziłem go tam w piątek na pierwszej klasy kaczkę z jabłkami. Pani Maria zmarła ma początku pandemii, ale lokal działa i korzysta z jej przepisów.

Lofty zbudowane na dachu bloku mieszkalnego z lat 60. u zbiegu Okrąg i Wilanowskiej – jeden z nich zagrał mieszkanie głównego bohatera w serialu HBO „Ślepnąc od świateł”. Temat serialu nie dla mnie, ale obejrzałem wszystkie odcinki na szybkich obrotach, żeby… zatrzymać się tylko na scenach, które dzieją się w tych loftach lub na panoramie widocznej z okien. Może właściciele mnie do siebie kiedyś zaproszą.

Tam, gdzie ulica Górnośląska zamienia się w schodki, stoi – oparta o park - wielka klasycystyczna kamienica z dwoma skrzydłami. Zbudowana w latach dwudziestych XX wieku przez Pierwsze Warszawskie Towarzystwo Budowy Własnych Mieszkań. Mieszkało tam dwóch ważnych dla mnie reporterów: Wacław Sieroszewski – zesłaniec syberyjski i badacz Jakutów oraz Władysław Stanisław Reymont. Tak, Reymont - reporter. Jego pierwsze teksty były reportażami, a relacja z pielgrzymki na Jasną Górę, napisana pod koniec XIX w. uważana jest za pierwszy nowoczesny polski reportaż.

Kiedy tamtędy przechodzę, przychodzi mi na myśl, że oto dom ojca polskiego reportażu mija wnuk polskiego reportażu.

A kiedy myślę o warszawskim Powiślu, przychodzą mi na myśl dwa słowa: przyjemność życia.